Ile kosztuje wychowanie dziecka miesięcznie? 16 tysięcy?


          Kilka lat temu, gdy moje dzieci były praktycznie noworodkami sąsiadka z wielkim entuzjazmem tłumaczyła mi, że jeżeli nie wrócę do pracy zawodowej to moje dzieci będą gorsze od innych bo przecież nie będzie nas stać na to, aby zapłacić za szkoły, zajęcia i korepetytorów 16 tysięcy miesięcznie. Gdybyście tylko widzieli moją minę wtedy! O zgrozo chyba nie była wtedy zbyt elegancka. Pierwsze moje pytanie jakie padło było "Skąd taka kwota?" "No jak to?", odpowiedziała zdziwiona. Wiesz no dwójka dzieci, szkoła prywatna z wykładowym angielskim, tenis, jazda konna, basen, dodatkowy chiński i francuski, korepetycje z matematyki, polskiego i chemii, przecież to wszystko kosztuje. Oczywiście, że kosztuje, ale czy jest to niezbędne mojemu dziecku, zastanawiałam się w trakcie rozmowy. Przecież wielu z tych rzeczy dziecko nauczy się w trakcie życia, w odpowiednim momencie. Czy wszystko musi być na raz i do tego w takiej ilości? Na koniec rozmowy wysłuchałam litani jak to ich dzieci są niewdzięczne ponieważ nie doceniają tego, co mają, co dla nich rodzice robią, ile pracują, że nie spędzone wspólnie wieczory czy weekendy są tylko dla ich dobra. Wieczne zmęczenie z powodu przeładowania dnia jest tylko dziecięcym wymysłem a tęsknota za przytuleniem fanaberią - przecież nie ma na to czasu. 
            Staram się wyrwać szponom nowoczesnego życia, które ciągle mówi nam co mamy kupować, robić a nawet myśleć. Wyścig Mam w szkole, a nawet już w przedszkolu o to które dziecko chodzi na fajniejsze, nowocześniejsze zajęcia mnie nie wkręca. Nie znaczy to, że nigdzie moje dzieci nie uczęszczają. Chodzą na zajęcia dodatkowe, jednak tylko takie które są dostosowane do ich zainteresowań i przede wszystkim sami je wybrali. Jeśli po semestrze czy dwóch im się nudzi - odpuszczamy. Czy jeśli połowa klasy chodzi na judo tzn. że mój Syn też musi? Nie, nie musi. Chodzi za to na robotykę i tą pasję da się wyczuć. Z początku sceptycznie nastawieni puściliśmy go na pierwsze zajęcia . Okazało się jednak, że to strzał w dziesiątkę. Pewnego popołudnia, podczas podróży autem, dostałam wykład o tym, że wszystko można wprawić w ruch i mało tego On wie jak to zrobić. Miód na moje serce. To cieszy, gdy obserwujemy jak rozwija się nasze dziecko. Ale nie za wszelką cenę. 
             Obserwuję swoje dzieci, patrzę i dostosowuje plan dnia tak aby ich nie przemęczać. Szkoda mi jest patrzec na inne dzieci, wiecznie poganiane przez opiekunki, stresowane i strofowane bo nie spełniają oczekiwań rodziców. Co tu jest ważne dziecko czy oczekiwania świata? My zwalniamy tempo. Wrzucamy na luz i obserwujemy jak nasze dzieci są uśmiechnięte i zrelaksowane. 
            Rzeczywiście gdybym wróciła do pracy zawodowej byłoby nam łatwiej, ale nam niczego nie brakuje. A więcej człowiek zawsze by chciał. Im więcej się ma tym więcej się chce. Ale my nauczyliśmy się chcieć więcej... więcej czasu dla siebie wzajemnie. Nie jeżdzę po dzieci do szkoły i przedszkola samochodem, idę na piechotę bo to daje nam czas na spacer i rozmowę. Kolację robimy razem bo to pozwala nam na śmiech i naukę samodzielności. Młodszemu synowi w pracach domowych pomaga starszy bo dzięki temu uczą się razem pisać i czytać. Zamiast korepetycji z matematyki czy polskiego sama piszę dzieciom zadania. A angielskiego uczą się w szkołach. Taniec, gimnastyka czy zajęcia kreatywne też są w planach lekcji więc po co je duplować? Nie znają chińskiego czy gry w tenisa ale potrafią rozpalić ognisko czy zająć się młodszym kolegą gdy jest smutny. Nie wiem które umiejętności są ważniejsze. Każdy ma swoją opinię. Ja jestem szczęśliwa że poświęcam dzieciom dużo czasu. Nie potrzebuje 16 tysięcy miesięczie na wychowanie dzieci. Potrzebuję tylko swój czas i chęci.

8 komentarzy:

  1. Najgorsze co może chyba być dla dziecka to chore ambicje rodziców, którzy dziecku dają mase obowiązków, różne dodatkowe zajęcia, zamiast po prostu poświęcić mu chwilę czasu. Choć sama jeszcze nie założyłam rodziny, to blog bardzo mi przypadł do gustu. :)



    W wolnej chwili zapraszam do siebie:
    Mój blog - NKFN.pl 💙

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo i zapraszam regularnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Macie mądre podejście :) Też uważam że nie mam sensu przemęczać dzieci nadmiernymi zajęciami i kółkami. Jeżeli samo nie chce tego bardzo to nie zmuszamy :) Więcej czasu dla rodziny

    OdpowiedzUsuń
  4. Sądzę podobnie, warto iść nie za tym co dyktuje moda, lecz za tym, co dziecko rzeczywiście interesuje, co je pochłania. Najważniejsze jednak, by było szczęśliwe. Widać, że podążacie za własnymi potrzebami, jesteście blisko siebie i o to chyba tak naprawdę chodzi. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. 16 tysięcy na zaspokajanie chorych ambicji rodziców. Straszne! Czy te dzieci w ogóle mają dzieciństwo?

    OdpowiedzUsuń
  6. Czasem rodzice po prostu próbują zmusić dzieci do rzeczy, jakich sami nie zrealizowali. Chore ambicje... .
    Dziecka Ne można przeciazac, niech samo decyduje na jakie atrakcje ma ochotę a na jakie nie

    OdpowiedzUsuń
  7. Staram się wyrwać szponom nowoczesnego życia, które ciągle mówi nam co mamy kupować, robić a nawet myśleć.
    Uwielbiam ten cytat, ciekawie piszesz :D
    www.blog017.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Sama nazwałabym się jeszcze dzieckiem. Na szczęście jestem wolna od tych wszystkich głupich korepetycji i nie widzę ich sensu. Lepiej po prostu uważać na lekcji albo usiąść nad książką i porządnie, kilka razy to przeczytać, niż marnować tyle czasu. Chodzę wprawdzie na angielski, ale dlatego, że sama tego chcę. Tak samo kółka w szkole - chodzę, jeśli podoba mi się. Po prostu współczuję dzieciom, które chodzą na zajęcia od rana do wieczora.

    OdpowiedzUsuń