Wiosna w lesie w Komorowie

Weekend sprzyjał pozytywnej energii. Ciepłe promieni słońca delikatnie przebijały się przez korony drzew, a śpiew ptaków zachęcał do wypicia porannej kawy na tarasie. Uwielbiam te chwile, kiedy ja wieczny śpioch zwlekam się przed szóstą z łóżka by dołączyć do mojego męża raczącego się ostatnimi, spokojnymi chwilami dnia o poranku w ogrodzie. Upałów jeszcze nie ma więc bez puchatego koca i ciepłych kapci nie wychylam stopy z domu, ale ten zapach, dźwięki i kolory są warte tego! Bardzo nie lubię spędzania wolnego czasu z rodziną na kanapie czy przed telewizorem. Szkoda życia na takie nijakie zajęcia, ale staram się ich nie zamęczać domowymi obowiązkami, których jak wiadomo jest zawsze ogrom. Weekend to taki czas w naszym domu gdy owszem trzeba pewne obowiązki odbębnić ale nie mają one być priorytetami. 

Tego dnia zaproponowałam dzieciom wypad do pobliskiego lasu na spacer. Na początku każdy z nas się nieco ociągał i marudził - zimowe rozleniwienie jednak zrobiło swoje. Jednak po dotarciu na miejsce nikt nie chciał wracać. Wiecie jaki piękny potrafi być las na przedwiośniu? Spokój, cisza, zieleń i brąz. Moje zmysły były rozpieszczane. Nieśmiało na pniach pojawiały się różnokolorowe mchy, grzyby, huby. Spod liści przebijały się pierwsze zielone rośliny, a konary drzew lśniły od pełnej palety barw tworzonej przez porosty. Cudownym zwieńczeniem relaksu były powalone po zimie i wiatrach, stare i suche drzewa, na których moje dzieci mogły spokojnie spożytkować swoją energię bawiąc się jak małpki w gaju. Szczęście na ich twarzach, śmiech i wypieki na policzkach były cudowne. Zdecydowanie wolę takie miejsce zabaw dla moich synów niż place zabaw czy sale kulkowe. Porcja świeżego powietrza, sporo nauki i nowych doświadczeń - to zawsze znajdziemy w lesie czy na polanie. U nas polany są jeszcze pozalewane wodą więc na razie nie możemy tam spacerować. Pamiętam jak dwa lata temu utknęliśmy rowerami na naszych łąkach. Ale było śmiechu. Cali w błocie, mokrzy i spoceni wracaliśmy do domu przez nasze miasteczko. Sądzę, że był to bardzo ciekawy widok dla przechodniów. 

Slowlife to życie o jakim marzę, spokój i życie w harmonii z naturą i samym sobą. Produkcja własnych owoców, warzyw, czas spędzony z rodziną, cieszenie się z małych rzeczy. Unikamy jak ognia zakupów w weekend, wyjazdów na odpoczynek w tzw.długie weekendy czy jeżdżenia nad polskie morze w lipcu i sierpniu. Szanuje swoje emocje, szanuje swoje życie i szanuje to jaki rodzaj życia wybrałam. Nasza rodzina jest szczęśliwa. Nie gonimy za karierami czy pieniędzmi. Staramy się aby nasza praca dawała nam szczęście. Aby czas z dziećmi był wesoły i rodzinny. A ten weekend taki był. Nawet zwykłe odkurzanie domu w sobotę odbyło się nie na zasadzie przymusu,  a sposobu na zabawę i wzajemną pomoc. Chcę aby każdy dzień był pozytywny i dawał poczucie bezpieczeństwa moim dzieciom. Chce ich nauczyć jak radzić sobie w życiu, jak żyć i cieszyć się swoimi wyborami. Tak aby potrafili kiedyś żyć swoim szczęściem i kiedy mnie już zabraknie mogli wspominać moje rady i nauki. Nie chcę być wiecznie zrzędzącą matką, ale marzę aby stali się samodzielni kiedy przyjdzie na to czas. Nie mogą być życiowymi sierotami czy uzależnionymi od mamusinych obiadków mężczyznami. To oni mają wiedzieć jak ugotować sobie zupę, sprzątnąć w domu, załatwić sprawę w urzędzie a przy tym cieszyć się z tego, że zaświeciło słońce. Mam ogrom znajomych, którzy pędzą za pieniądzem, dzieci byle gdzie podrzucają bo muszą w korporacji spędzać nadgodziny a wolny weekend zamiast poświęcić dziecku jadą na zatłoczone plaże i trenują pływanie na żaglówkach oddając dzieci do tzw. dziennych przedszkoli. Jeśli moje dzieci kiedyś wybiorą takie życie - ich wola. Nie zabronię im, ale chce aby znały podstawowe wartości życia, a kiedyś zadecydowały.










2 komentarze:

  1. Wydajesz się być bardzo mądrą mamusią. Slow life, wydaje mi się, że w Polsce wszyscy się śpieszą :) i nie patrzą dookoła siebie. W Niemczech jest trochę inaczej, nawet Pani kasjerka spokojnie wbije zakupy klienta, a reszta cierpliwie, z uśmiechem czeka. A ja już nerwy, bo się śpieszę. No ale tak jesteśmy nauczeni, szybko, szybko.
    Nie wpadłabym żeby iść do lasu teraz, ale faktycznie to dobry pomysł :)
    Trzeba trochę zwolnić :*
    Świetny post!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za miłe słowa. Szukając spokoju i najlepszego czasu z dziećmi wypracowaliśmy swoje przyjemności takie jak chociażby wyjazd w lutym nad morze. Szalony pomysł? Odpowiednie ubranie czyli ciepłe kurtki, spodnie narciarskie i na plaży można się bawić lepiej niż w lato :)

    OdpowiedzUsuń